Tak zwaną „pracą nad sobą” zajmuję się od bardzo dawna, lecz dopiero teraz dotarło do mnie coś bardzo ważnego. Niestety nie jest najważniejsze to, jacy jesteśmy. Nie do końca liczą się nasze uczynki, bo dobro nie wraca od nas – od tak sobie.
Chcę się z Wami podzielić moim odkryciem i przemyśleniami, że liczy się przede wszystkim to, co myślimy o sobie i o innych. Bo kiedy wiemy, że jesteśmy „godni” – świat nas traktuje z szacunkiem i miłością. Kiedy czynimy dobro, ale umniejszamy swoją osobę, to nikt nas nie docenia… Wykorzystają nas wszyscy i nawet nie podziękują. Bo po co? Przecież tego wcale nie chcemy, nie czekamy na to.
Więc kluczem do szczęścia i powodzenia jest prawdziwa miłość do siebie i to jak sami siebie traktujemy – czy myślimy o sobie dobrze i czy dbamy o siebie i swój własny rozwój, a także czy dostrzegamy boskość w sobie?
My sami kreujemy swój świat – myślami, jakie przekazujemy do swojej podświadomości.
Warto więc posłuchać siebie, swoich „mantr”.
Co myślimy i mówimy najczęściej?
Czym są owe „mantry”?
Te najczęściej powtarzane zdania o czym mówią – o powodzeniu, szczęściu, przyjemności? Biedzie, samotności, beznadziei?
Czy Twoje życie jest wspaniałe?
Czy pełne trudów?
Czy czujesz wsparcie i miłość?
Czy lękasz się wszystkiego?
Posłuchaj proszę siebie i zobacz, co kreujesz.
Jeśli zechcesz coś zmienić na lepsze – zacznij myśleć o sobie inaczej – przekonaj siebie do radości i miłości, do zdrowia i powodzenia.